-emm... Muszę iść zrobić obiad -powiedziałam wstając - chodź do mnie pogadamy dalej -powiedziałam uśmiechając się do chłopaka
-wiesz...ja nie wiem...
-no Liaaam chodź
-jesteś wnerwiająca wiesz? -zapytał wstając, zaczęliśmy śmiać i pomału iść w stronę mojego domu
-wiem Liaś...ojj wiem -powoli szliśmy do domu. Brunet opowiadał mi o swoim życiu i nie iał kolorowo...ojciec go bił, jego matka nie żyła...zrobiło mi się smutno. Payne opowiadał mi o swoim braciszku Kevin'ie. Wiele ich łączyło, mieli tylko siebie. Było mi ich strasznie szkoda, dużo w życiu przeżyli...
*** W DOMU ***
-Liam podaj mi marchewkę! -krzyknęłam robiąc zupę z marchewek, Louis pewnie będzie szczęśliwy.
-już...już...-podał mi marchewki. Zrobiliśmy obiad i usiedliśmy w salonie była dopiero 14.30. Nalałam soku i wzięłam ciasto.
-częstuj się Liam -uśmiechnęłam się szeroko. Uśmiechnął się szeroko częstując się kawałkiem.
-co robimy?- zwróciłam się do bruneta. Upiłam łyk soku pomarańczowego patrząc na chłopaka. Podniósł wzrok i uśmiechnął się
-za godzinę idziemy po dzieci ,więc...
Przerwał mu dźwięk mojego telefonu
-przepraszam- uśmiechnęłam się i odebrałam
J: Halo?
L: hej! Julie jestem już w Londynie a mi się nudzi mogę wpaść? :*
J: wiesz co przyjacielu? Zrobiłam specjalnie dla ciebie zupę marchewkową zapraszam
L: JULIE! Kocham cię normalnie! Będę za 10 minut paa
J:haha ok czekam
Rozłączyłam się
-Liam poznasz mojego przyjaciela Louis'a! -pisnęłam z radości
-haha na pewno jest świetny jak ty
-awww bo się zarumienię -zaśmiałam się cicho
-no co jesteś śliczna -uśmiechnął się, a na moje policzki wkradły się rumieńce -i pięknie się rumienisz
-nie słodź już -rzuciłam w niego kawałkiem ciasta
-jak Louis z tobą wytrzymywał?
-nie wiem na prawdę -uśmiechnęłam się, zaczął mnie łaskotać
-Liaaam!!! stop!!! -śmiałam się. Zadzwonił dzwonek, otworzyłam ,ale to nie był Lou...jakiś męszczyzna
-Liam!- krzyknął, brunet stanął obok mnie i pobladł
-t..t...tato?
Ciekawy :) Pisz dalej ♥
OdpowiedzUsuń